Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w dniach 15-17 sierpnia odbyło się „1 Wiedeńskie spotkanie FREMO”, oczywiście w Wiedniu

Tzn. spotkanie rozpoczęło się dwa dni wcześniej programem specjalnym i nudaaami

czyli rozkładaniem i ustawianiem makiety, a
clou spotkania, czyli fremojazdy odbywały się właśnie od piątku
Przyjechałem do Wiednia, z przygodami, w piątek przed południem, aaaa bo... trzy minuty przed odjazdem z Bohumina (CZ) radosny głos obwieścił:
Vazeni cestujuci, s duvodu poruchy hnaciho vozidla, vlak IC Moravia ve smeru Ostrava -... -Breclav -Bratislava -Budapest bude mit spozdeni asi 30 minut. W Breclav’iu opóźnienie urosło do 60 minut, musiałem czekać prawie godzinę na następny pociąg do Wiednia, tak więc ok. 11:20 (wg planu powinienem przyjechać o 9:28) wysiadałem na Sudbanhoff. Tramwaj, metro i autobus -za 20 minut byłem na miejscu. Tak przy okazji w temacie komunikacji miejskiej, od organizacji tej w Wiedniu to w PL powinni brać przykład, JAK się to robi... Dla mnie wzorcowa.
Jakby kogoś interesowało, teraz pojedynczy przejazd komunikacją miejską w „strefie 100” czyli w mieście kosztuje 1,7 ojro, bilet 24-godzinny 5,7 ojro, 24-godzinny 10, a 72-godzinny 13 ojro. Jeździć można do oporu, bele czym, tzn. autobusem, tramwajem, metrem, pociągiem podmiejskim lub OEBB, wszystkim oprócz taksówek i dorożek
Oczywiście bilet na pociąg kupowałem w CZ, zapłaciłem za tam i z powrotem cirkaebałt 155 zł, tyle co kosztuje bilet w jedną stronę z Zebrzydowic do Wiednia...
Pierwszy raz mi się też zdarzyło, że z Wiednia pociąg (wracałem EC Polonia) był dosłownie zapchany, pełno ludzi +zajęte korytarze, od Breclav’ia siedziałem na siedzeniu w korytarzu, ale dwie godziny minęły dość szybko.
O organizacji: wynajęta hala gimnastyczna z całym zapleczem, zapewniony kącik gastronomiczny w cenach przystępnych, do dyspozycji uczestników i gości. Na drzwiach wejściowych kartka „Geschlossene Geselschaft” + „Private community” czyli „Spotkanie prywatne” lub „Impreza zamknięta”, jak kto woli. Panował pełny luz, o to zresztą w tym chodzi
Thomas i Enrico, główni organizatorzy spotkania, mogą mieć powody do zadowolenia z siebie. Pewną przeszkodą dla mnie była tzw. bariera językowa, znaczy się angielski jako tako znam, choć uczyłem się dość dawno, muszę przyznać, że wk* nieco były rozmowy przy stole, towarzystwo się śmieje po niemiecku, a tu człowiek ni w ząb nie wie z czego :-)
Posiłki każdorazowo przywożono na miejsce świeżutkie, nawet austriackie jedzenie choć ciut inne niż to do którego jestem w PL przyzwyczajony było zjadliwe, niektóre potrawy powiem, że ciekawe, ichnia zapiekanka makaronowo-kiełbasiano-szynkowo-z-dodatkami nawet dobra była. Pierwszy raz mi się też zdarzyło, że miałem problem z konsumpcją Schnitzl’a, taki ich schabowy, ale rozmiarów dużego talerza :lol: Cieplutkie bułeczki na śniadanie, nawet krakowska kiełbasa była. Trzy posiłki dziennie za 15,5 ojro. Mój apartament to była szatnia, łazienka z 6 prysznicami, dwoma umywalkami i WC

Za łóżko robił materac a za pościel śpiwór. Może komfort dyskusyjny, ale za darmo

Wszystko dla FREMO -ludków

Udział brało ok. 20 osób +przewijający się goście, większość uczestników była z Austrii, byli też Niemcy, Czesi, Węgrzy i Polacy. Zawitał nawet Peter Ziegler, Szef firmy Zimo, jak go nazywają Mr Zimo, ale niestety nie miałem przyjemności go poznać

byliśmy wtedy z kolegami na wycieczce w mieście. Najmłodszy uczestnik miał niecały roczek, najstarszy raczej z drugiego końca przedziału. Oczywiście dziewczyny też były, urozmaicały spotkanie
Część „handlową” spotkania zabezpieczyła m.in. czeska firma Model-Scene, przyjechał kramik z materiałami do produkcji krajobrazu, takie tam drzewka, krzaczki, płotki, trawki, itp. drobiazgi, a ceny bardzo przystępne
O imprezie: była jak każda FREMO -impreza, takie tam zwyczajne rzeczy, czyli rozkład jazdy a żeby nie jeździć bez celu (jak to niektórzy lubią :-P ) zorganizowane regularne przewozy towarów, czyli zamówienia towarów i pustych wagonów, listy przewozowe, związane z tym manewry, i takie tam... inne FREMO -normalności. To jest właśnie to co bardzo mi się podoba i dodaje smaczku zabawie, cała otoczka którą realizując w miniaturze nazywam modelowaniem ruchu prawdziwej kolei. Temat wielokrotnie opisywany a niektórym nawet znany. Tak szczerze pisząc, właśnie fremojazdy są najciekawszą stroną zabawy, bez tego jakoś zabawa jest taka... żeby nie powiedzieć bezsensowna... i nudna...
Sterowanie oczywiście DCC, pod LocoNet’em, według FREMO -zasad. Prawie wszystkie urządzenia były
hand made. Centralką była typowa fremowska Franken-DCC-Zentrale, jednak jak to określił Thomas bez swojego rozumu, a za mózg robił laptuś z RKDCC oprogramowaniem. Boostery oczywiście SPAX’y, w zupełności wystarczały. Manipulatory głównie FREDI, następcy FRED’a.
Każdy rozkładowy pociąg miał osobny rozkład jazdy, chętny maszynista brał sobie kartkę a po skończonej jeździe odkładał grzecznie na drugą kupkę i brał nowy.
Jak dla mnie, musiałem się zapoznać z tutejszą sygnalizacją, nieco różniącą się od tej naszej, choć nie tak do końca to było straszne. To pikuś, w sumie inaczej ułożone światełka na semaforach i kilka innych szczegółów
Generalnie jeździła III i IV epoka, choć w niedzielę podczas ostatniej
session zasady się rozluźniły i widywało się tabor baaardzo różny, od I do V epoki. Królowało oczywiście OEBB i DB, było trochę taboru z innych państw, PKP reprezentowało kilka wagoników i Gagarin ;-) Co prawda Gagarin wykonany był nieco... eee... eee... eee... napiszę krótko: konstrukcje AP, mimo pewnych ułomności charakteru tego ostatniego, biją na głowę TEN akurat model. No cóż, nie można mieć wszystkiego :-D Również dźwięki z „izu”, po polsku „esu”, to też pomyłka, jakieś buczenio -brzęczenie i tyle...
Jeden z uczestników, Alfred HRUSKA (czyta się „hruszka”, ale to nie ten ;-) ) miał kolekcję wapniarek, miał też makietę z motywem wapniarni „Kalkofen”, jest miłośnikiem hamerykańskich sprzęgów... jakby to napisać, mam mieszane odczucia... jak to sprzęgi, w zasadzie spełniają swoją rolę, tzn. sprzęgają się i rozsprzęgają za pomocą magnesu, ale w europejskich wagonach wyglądają co najmniej głupawo... Upierdliwe jest też rozsprzęganie, czasem nawet wolna jazda powoduje niechciane rozłączanie składu. Choć skład wapniarek wyglądał fajowo.
Aranżacja makiety była ciekawa, szczególnie kilkudziesięcio centymetrowa różnica poziomów na odcinku szlaku pomiędzy stacjami Lipa (techniczną) i Obere Warth, jakby takie połączenie krakowsko -fremowskie :lol: Cięższe maszyny radziły sobie pod górkę, jednak towarowe pociągi miewały drugą lokomotywę podpiętą na końcu składu.
Z ciekawostek żartobliwych była stacja St. Olmat, budynek stacji jak opowiadał Olaf, właściciel, dzieło jego studentów z jakiejś szkoły artystycznej. Jakby nawiązanie do uliczki „krzywych” domów w Wiedniu.
Bardzo pomysłowo rozwiązano połączenia pomiędzy modułami o różnych profilach, aby nie było dysonansów wyglądowo-estetycznych, wstawiano pomiędzy nimi krótki modulik np. z kamiennym mostem, znakomicie tuszuje to różnice. Tak przy okazji, we FREMO wbrew twierdzeniom niektórych, są tylko 3 podstawowe profile typu B, E i F, najczęściej stosuje się te dwa pierwsze, urozmaica to zresztą znakomicie aranżację makiety. Najważniejsze, że nikt nie robi z tego problemu ani nie zawraca sobie tym głowy czy nie stara się dorabiać ideologii, po jest to tak mało istotny szczegół... w sumie profil to tylko kawałek powycinanej sklejki, co za różnica jaki
Połączenia elektryczne między modułami też były oczywiście standardowe, dwa bardzo dobrej jakości bananki: wtyczka i gniazdo na kabelkach. Nie ma czegoś takiego jak w PL, że nawet głupie połączenie elektryczne wyzwala jakąś niepohamowaną radosną twórczość i powstawanie przeróżnych... eufemistycznie pisząc idiotycznych konstrukcji co poniektórych mądrali.
Reasumując, spotkanie w Wiedniu podobało mi się, jak dla mnie, doskonale spełniło rolę oderwania się od szarej rzeczywistości, zresztą sam Wiedeń był dodatkową atrakcją, pięęękne miasto.